czwartek, 25 października 2012
Rozdział 18
(Edward)
Nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem. Ten dupek co się do nas przypałętał na pewno nie chciał iść naszymi zasadami. Do tego te jego myśli. One wręcz krzyczały na temat Belli. Właśnie siedzieliśmy w salonie. Bella siedziała mi na kolanach, a po moich oby dwóch stronach usadowili się chłopacy. Wiedzieliśmy, że jeśli będzie coś chciał jej zrobić to już potrafi się obronić bo jest silna, ale jednak on ma świadomość jej daru, a mimo to jest taki pewny siebie.-Edward!- pomyślał Jasper.- On jest zestresowany chyba zaczął coś kombinować. Czuje, że coś jest nie tak.-Skąd się znacie?- zapytałem. Było widać, że zbiłem go tym pytaniem z tropu.
- Bella wam nie mówiła?- zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Powiedziała tylko, że to stare dzieje.- Wtedy Bella również się wtrąciła.
- Bo to prawda. Było minęło.
- Tak, ale jednak nie powiedziałaś swojemu chłopakowi, że nie jest jedynym którego miałaś.
- Po pierwsze mam po drugie wie, że jestem wdową, a po trzecie..
- Co?! Ty jesteś wdową?!- przerwał jej Lucas.
- No, a ty to niby co nie lepszy. On zginął w walce, a ty mnie to chciałeś zabić by zająć moje miejsce w Volterze. Ojciec zawsze mi truł głowę, że nie powinnam utrzymywać z tobą żadnych kontaktów i miał racje.- Powiedziała Bella, a ja już napiąłem mięśnie by w razie czego ją złapać. Bella przekazała mi w myślach, że wychodzi, więc poszedłem za nią bo nie miała zostawać sama nawet na kilka minut. Biegliśmy wzdłuż granicy z rezerwatem. Zapomnieliśmy uprzedzić Belle gdzie ona przebiega. Mało brakowała, a by ją przekroczyła lecz w porę ją złapałem.
- Co jest?- zapytała mnie.
- Granica- tylko tyle zdążyłem powiedzieć bo usłyszałem warknięcie.Odwróciliśmy się w tamtą stronę i zobaczyliśmy 5 wilków. Po chwili wybiegli i wrócili już w ludzkich postaciach.
- Nowa pijawka. Dobrze, że ją zatrzymałeś bo było by już po niej.
- Nie bądź taki pewny siebie kundlu- powiedziała Bella,a Jared zaczął się trząść. Po chwili stał przed Bellą w postaci wilka.
- Nie bronisz przyjaciółeczki- zapytał z drwiną Paul.
- Nie muszę. Sama sobie o wiele lepiej poradzi- powiedziałem ze znudzeniem. A Bella jak na znak uśmiechnęła się do mnie. Wtedy zauważyłem jak jeden z nich patrzy na Bells. W jego myślach zauważyłam, że to nie jest wpojenie, ale zwykłe uczucie. Zauroczenie. Zacząłem na niego warczeć. Wtedy reszta zauważyła zachowanie nie jakiego Jacoba. Ja osłoniłem brunetkę własnym ciałem, a ta widać była w szoku gdy zorientowała się co się stało.
(Bella)
Zauważyłam co się dzieje z nie jakim Jacobem. Wtedy zorientowałam się. Wiedziałam po myślach reszty, że to nie jest wpojenie. Na całe szczęście, ale ten dupek się we mnie zauroczył. Edward mnie osłonił, a ja nie zastanawiając się złapałam go za rękę.
- Trzymajcie go z dala o de mnie bo będzie spalony piesek. - By im udowodnić o czym mówię wytworzyłam przed nami wilka z ognia. Był on mniej więcej takiej wielkości jak największy z basiorów.
- Nie będziesz miała z nim problemów- powiedzieli wszyscy chórem z wyjątkiem tego chłopaka. Rany to jeszcze dziecko wygląda na 18 lat, lecz wyczytałam z jego przeszłości, że ma dopiero 16 lat.
- Chodźmy- powiedział Edward i trzymając się za ręce pobiegliśmy w stronę domu.
- Emmet- krzyknął Edward. Ten po chwili zmaterializował się koło nas.
- Byli Volturi i zabrali Lucasa. Esme i Carlisle już wiedzą bo im wszystko wytłumaczyliśmy.
- To dobrze- powiedziałam, a Edward przytaknął.
- Jest pewna sprawa-zaczął miedzianowłosy- jak zobaczysz młodego Blacka kręcącego się koło Belli to go atakujesz, a pozostali dają ostrzeżenia.
- Spoko nareszcie coś się dzieje-powiedział, a po chwili się zamyślił.- A co z paktem.
- Zauroczył się w Belli. Po zostali mają go pilnować,ale ten już się nie podda. Myśli, że to wpojenie, ale po myślach pozostałych zauważyłem, że to zwykłe zauroczenie. On się nie podda.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz